lip 23 2013

Umowa o pracę, czy umowa zlecenie w pracy opiekunki

Witajcie!

Przeglądam od czasu do czasu fora internetowe i widzę że dosyć często przewija się tam temat co jest lepsze w pracy opiekunki: umowa o pracę, czy zlecenie.

Oczywiście mowa jest o pracy przez polską agencję pośrednictwa.

Chciałam napisać na ten temat dwa słowa, bo wydaje mi się, ze mam do tego prawo. Z niejednego pieca cheleb jadłam jako opiekunka, dziesiąt… opiekunek znam dobrze, wiem co i jak było z ich życiem zawodowym, sama na początku też dawałam się wpuścić w maliny.

Przede wszystkim: co lepsze? Jaki rodzaj umowy? Na portalu opiekunki24.pl pojawił się kiedyś artykuł dotyczacy tej tematyki. Jest tam w skrócie, językiem prawniczym wyjaśnione, czym różnią się te dwa rodzaje umowy. Przyznam że dosyć jasno i przejrzyście opisane przez prawnika.

Jakaż burzliwa była dyskusja na tamtym forum pod artykułem. Najgorsze jest to, że istnieje grupa osób na forach, która toczy retorykę opartą jedynie na wyzwiskach i próbach dyskredytowania każdego, kto zechce mieć swoje (odmienne) zdanie. Przewijające się często slogany „umowa śmieciowa” to standard.

Tutaj mała przerwa – dla zastanowienia się – dla nowych opiekunek.

W Polsce media, partie polityczne (socjalistyczne), wykreowały to pojęcie, sugerując, że nie warto przyjmować innych umów, niż umowy o pracę.

Dla mnie jest to bardzo grube nieporozumienie. W kraju o tak dużym bezrobociu jak Polska, człowiek bez pracy nie może dyktować pracodawcy jaką ma umowę podpisać. Tak działa prawo dżungli – jest bezrobocie, to pracodawca rozdaje karty. A bezrobotny – albo niech podpisuje umowę i zarabia albo: „kto nie pracuje, niech nie je”.

Największą paranoją w dyskusjach na forach jest fakt, że często zabierają w nich głos osoby, które nie mają żadnej wiedzy, ani doświadczenia w pracy opiekunki. To właśnie przez ich „mądre rady” – młode i niedoświadczone opiekunki, które są przesiąknięte stereotypami o umowach, mogą wpaść na przysłowiową „minę” .

Praca opiekunki za granicą, to nie praca w Polsce! UE, jak i każdy kraj, mają własne przepisy prawa pracy. A teraz pewnie niektórym się narażę, ale napiszę wprost (a poniżej wyjaśnie):

Umowa o pracę w pracy opiekunki to strzał we własną stopę! 

Wyjaśniam:

Chołubiona umowa o pracę, która daje rzekomą „masę przywilejów”, to najczęściej pułapka marnych agencji, które przeważnie oszukują opiekunki z wypłatami, z płaceniem ZUSu i czynią z nich zwyczajne niewolnice. Tak, tak… To właśnie takie agencje nie wypłacają należności, nie zwracają za dojazd i nie odprowadzają ZUSu, co już kilkakrotnie wypłynęło na światło dzienne.

Po kolei:

1. Umowa o pracę jest „stosunkiem pracy„, a więc rodzina podopiecznego, jak i sam podopieczny może Wam wydawać rozkazy przez 24 godziny na dobę, a Wy musicie je spełniać potulnie, bo jak nie, to potrącenie (i tak marnej) pensji.

2. Pracujecie 24 godziny na dobę w niemczech, co jest nielegalne! Grożą za to poważne konsekwencje prawne, z wysokimi grzywnami włącznie!

3. Niemiecki Urząd Skarbowy może od Was ponownie zarządać odprowadzenia podatku! Taka sytuacja spotkała moją koleżanke, która została wezwana do zapłaty 12 tysięcy euro podatku za niecałe dwa lata pracy w Niemczech.

Dlaczego więc lepiej pracować na umowie zleceniu?

To proste. W Polsce działa kilka przyzwoitych firm, które są uczciwe. W ich umowach zleceniach znajdziecie cały zakres obowiązków, które do Was – jako opiekunek należą. Nikt nie ma prawa wymagać od Was więcej niż macie w swoim kontrakcie! Dziadek każe posprzątać – odmawiasz, przyjedzie rodzina i chce mieszkać 4 dni, żebyś im gotowała – odmawiasz! Każą Ci robić zastrzyki – odmawiasz! I nikt Ci nic nie może zarzucić!

Na umowie zleceniu więcej się zarabia! Firmy odprowadzają od średniej krajowej, Promedica i inne słabsze firmy – od najniższej krajowej. Na forach często czytałam, że na umowie zleceniu odprowadza się od najniższej. Jest to guzik prawda, a herezje takie wypisują jedynie osoby, które widocznie mają złe doświadczenia i pracowały w życiu tylko w jednej – słabej firmie.

Pamiętajcie – dobre firmy odprowadzają składki od średniej krajowej!

Zatem ZUS liczy się i do stażu pracy i na emeryturę można odłożyć spokojnie.

Nie łamiemy niemieckiego prawa!

Niemiecki Urząd Skarbowy nigdy nie dobierze się do naszego tyłka.

 

W pracy opiekunki w niemczech przez polską agencję, to umowa o pracę jest „umową śmieciową” – czyli zwyczajnie nieopłacalną i niewolniczą.

Zanim ktoś napisze w komentarzach, że jestem babą z agentury (to taki częsty „argument” na forach), to zaznaczam, że nie trzeba pracować w żadnej polskiej agencji. Nikogo do tego nie namawiam! Można pracować przez niemieckiego pracodawcę, albo założyć własną działalność. Podałam powyżej tylko przypadki, co zrobić, żeby nie być oszukanym i wykorzystanym przez polskie pseudo – agencje i by nie wylądować po dwóch latach z komornikiem na karku jak moja koleżanka.

19 responses so far

lut 26 2013

Kiedy się skończy zima?

Moje przygnębienie na „uchodźctwie” rozpoczęło się błyskawicznie. Chyba pogoda mnie dobija. Nowe miejsce też nie sprzyja mojemu optymizmowi. Nawet nie jestem w stanie stwierdzić, czy dobrze trafiłam, czy źle. Starsza pani, którą się teraz opiekuję jest chora na raka płuc i cukrzycę. Z jej umysłem też nie jest najlepiej. Ale nie jest też źle. Chodzi sama, ale męczy się szybko. Ma lekką demencję i w zasadzie to wszystko, co mogę o niej powiedzieć. Dla mnie jest dosyć miła, chociaż nazywa mnie czasami „Olivia”. Jej rodzina na razie traktuje mnie z dystansem, trochę patrzą na ręce, ale widzę, że to raczej niemiecka solidność i rzetelność. Chcą mnie ocenić. Mają do tego prawo, a ja robię swoje. Mieszkam w domu i mam swój, całkiem przytulny pokoik. Jestem pierwszą opiekunką, która jest w tym domu. Rodzina zdała sobie sprawę z tego, że stara matka nie daje sobie już rady sama. Jej syn mieszka na tej samej ulicy wraz ze swoją żoną i dziećmi. Mi to odpowiada, bo w razie czego, mogę wykonać telefon i pomoc mam od razu. Dali mi do dyspozycji małego volksvagena polo żebym mogła robić zakupy.

Mimo tego nadal nie wiem co mam myśleć, po kilku dniach pobytu tutaj. Niby wszystko dobrze, a jednak wciąż mam to uczucie, że jest jakaś cisza przed burzą. Że o czymś nie wiem. Nie chcę myśleć jak jakaś paranoiczka, ale jakoś takie dziwne myśli mnie prześladują.

Pozostaje mi poczekać. A nie znoszę czekać. Niech już wyjrzy słońce i da mi nadzieję na lepsze jutro.

One response so far

lut 25 2013

Praca opiekunki w Szwajcarii – warto czy nie warto?

Moja nieobecnośc na blogu wiązała się z dwumiesięcznym wyjazdem do Szwajcarii. Propozycję dostałam znienacka i zupełnie niespodziewanie. Zaraz gdy tylko wróciłam z poprzedniej stelli. Obiecano mi 1600 euro za miesiąc – pieniądze bardzo dobre. Musiałam założyć własną działalność gospodarczą w Polsce, żeby wszystko było legalne. Początkowo byłam przerażona, już za stara się czułam żeby zostać busineswoman. Nie wiem czego się bałam bardziej czy braku wsparcia od firmy, czy całej biurokracji, która się wiąże z posiadaniem działalności. Ale stwierdziłam, że raz się żyje i należy spróbować, żeby potem nie żałować że się nie spróbowało.

Mój wyjazd do miejscowości Kaufdorf zapowiadał się całkiem sympatycznie. Gdy już cała biurokracja była zapięta na ostatni guzik, to poczęłam szukać transportu. Koniec końcem pojechałam samochodem z zaprzyjaźnionym młodym małżeństwem. Mieli duże auto i zaproponowali sami, że mogę się z nimi zabrać. Podróż była spokojna, choć strasznie długa. Około 1300 kilometrów.

Szwajcaria to kraj niewiarygodny. Na swój sposób piękny. Wszystko czyste i zadbane. Równo skoszone pola przy drodze, brak śmieci na ulicach i chodnikach. Wszystko zrobione ze „Szwajcarską precyzją”. W pierwszej chwili aż nie mogłam oczu oderwać, widok zapierał dech w piersiach. Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko tak wygląda. Wiele czytałam na ten temat, ale co innego czytać, a co innego zobaczyć na własne oczy.

Niestety z pracą już tak przyjemnie nie było.  Ot stella jak stella, ale kraj inny niż zwykle. Inna kultura, inni ludzie. Początek był naprawdę nieprzyjemny. Dwa razy w ciągu pierwszych 3 dni pobytu zostałam wylegitymowana przez policję. Szwajcarzy mają fioła na punkcie swojego bezpieczeństwa. Dzwonią na policję z byle błahego powodu. Obcokrajowcy nie mają tam łatwego życia. A na dodatek – pokutuje tam mniemanie że polak to złodziej. Było mi naprawdę nieprzyjemnie. Jak widziałam policję na ulicy to naprawdę miałam stres. Do końca pobytu legitymowali mnie jeszcze kilkanaście razy. Czułam się jak na łapance w czasie wojny. Robienie zakupów to dla mnie była trauma. Był to zdecydowanie najmniej przyjemny mój wyjazd. Podopieczny, bo opiekowałam się panem, był nawet miły, choć postępująca demencja nie rokowała dobrze na przyszłość. Jego rodzina – same wiecie. Bywało różnie. Dwa miesiące to za mało by zdobyć czyjeś zauyfanie. Patrzyli na ręce, nie zawsze słuchali moich uwag, co do stanu podopiecznego.

Wracając odetchnęłam z ulgą. Po zapłaceniu podatków i ubezpieczenia, zostało w kieszeni tyle, co za stellę w niemczech. Czy żałuję? Nie żałuję, bo zwiedziłam nowy kraj.  Poznałam nowe zwyczaje, nową kulturę.

Ale działalność już zamknęłam, 4 marca, w przyszłym tygodniu jadę znów do Niemiec. Pracować, czy wypoczywać – to już inna sprawa, ale w domu więcej się męczę niż tam. Mam nadzieję, że stresu będzie mniej, bo to kolejna nowa stella.

 

14 responses so far

lut 22 2013

Powrót i reaktywacja bloga

Witam po długiej przerwie. Pobyt w Polsce i załatwianie spraw bieżących, uniemożliwiły mi regularne uzupełnianie wpisów na blogu. Na szczęście udało mi się wyprostować pewne sprawy mocno związane z moim życiem rodzinnym i chociaż do ideału nadal jest bardzo daleko, to wreszcie mogłam ponownie wyjechać do pracy. Czasami odnoszę wrażenie, że w Niemczech tak naprawdę odpoczywam, a w Polsce się męczę. Czy też tak czasami macie?

One response so far

lis 13 2012

Donosy, donosy, czyli ludzie, ludziom wilkiem…

Chciałam dzisiaj opisać sytuację, która jest mocno związana z naszą pracą i z którą pewnie wiele z was się także zetknęło. Praca „na czarno” to zawsze zmora dla urzedów, rodzin, agencji pracy, a także samych opiekunek, które źle trafiły. Wiele razy słyszałam, że pracując na czarno narażamy się na wiele nieprzyjeności. Czytałam o tym w prasie i internecie, słuchałam w busach oraz na stellach, gdzie czasem, nawet przez przypadek poznawałam inne polki – opiekunki. Jeszcze dwa lata temu nie można było legalnie pracować w Niemczech na stanowisku opiekunki. Wtedy wszystko było „na wariackich papierach” – albo najczęściej zupełnie bez żadnych papierów. Spoglądając wstecz na swoją „karierę opiekunki”, muszę przynać, że albo skala donosicielstwa i ścigania nielegalnych pracowników kiedyś była mniejsza albo ja miałam bardzo wiele szczęścia. A może jeździłam nie do tych landów? Świat się zmienia i rozpoczyna się „polowanie na czarownice”, także w naszym zawodzie. Albo urzednicy nie mają co robić, albo ktoś postanowił wziąć się „za nas” albo… sama nie wiem co…

Kilka dni temu dowiedziałam się, że niedaleko mnie, pracuje jeszcze jedna Polka. Powiedziała mi o tym sprzedawczyni w sklepie. Zrobiła to chyba z dobrego serca albo po prostu lubi poplotkować. Dziś dowiedziałam się, że kobieta doświadczyła kontroli i czekają ją konsekwencje prawne pracy na czarno. Nie wiem jakie są konsekwencje dla opiekunki, ale słyszałam że rodzina niemiecka może dostać sporą grzywnę, za nielegalne zatrudnienie obcokrajowca. Nie mam pojęcia, czy to plotki, ale podobno ktoś na tą opiekunkę doniósł. Pytanie tylko kto? Bo jak wieść niesie (poprzez język pani ze sklepu, która mi o wszystkim dziś rano opowiedziała), podobno na nią doniosła inna opiekunka z Polski!

Nie wiem kto, po co i dlaczego trudni się takim donosicielstwem i po co to robi? Zawiść? Zazdrość? Może jakieś wzajemne niesnaski? Ale jeśli tak, to o co? O zarobki? O to że mam ładniejszą kieckę? O to że mam lepszą stellę? Gdy zaczęłam o tym myśleć, to nie mogłam dojść do tego kto i po co doniósł…

Pojawiła się w mojej głowie teoria, że może to jednak jakiś „uczynny sąsiad”. Ale czy Niemcy są aż tak wredni żeby donosić, że u sąsiada pracuje Polka na czarno? Słyszałam, że w niektórych landach tak bywało. Jeśli do Niemiec jeździ coraz więcej polskich opiekunek (a przecież wiemy, że tak jest), to może niektórym Niemcom zaczyna przeszkadzać, że słyszą coraz więcej polskiej mowy na ulicach? Ale dlaczego ja zawsze trafiałam na ludzi przyjaźnie albo, co najwyżej – neutralnie nastawionych do nas? Może mój anioł stróż robił na trzy zmiany i tak dobrze mnie strzegł?

Przewertowałam internet i o zgrozo! Zobaczyłam notki o tym, żeby donosić na nielegalnie zatrudnione opiekunki. Znowu nasza „polska tradycja” kłania się w pas. Alkoholiczki, narkomanki, osoby, bez krzty wiedzy o pracy opiekunki, które wyjechały za kilkaset euro, ledwo znając język… Jeden zgon, jedna osoba w strasznym stanie – zaniedbana, która wzięto do szpitala, po niezapowiedzianej wizycie rodziny. Czy tak pracują wszystkie opiekunki będące z Niemczech „na czarno”?

Oczywiście że nie! Ale dlaczego większość takich sensacyjnych doniesień dotyczy właśnie tych „na czarno”? Czy Niemcy wzięli sobie do serca fakt, że najczęściej na czarno jeżdżą obecnie tylko kobiety, które nie zakwalifikowały się poprzez agencje?

Wydaje mi się, że jest kilka możliwości. Albo opiekunki donoszą na te, które są na czarno, albo praworządni obywatele niemieccy w obawie o np. sąsiada donoszą na opiekunkę, zanim będzie za późno. Jak zaczęłam się nad tym głębiej zastanawiać, to nie wiem co ja bym zrobiła będąc w Polsce, gdyby do mojego sąsiada przyjechała osoba z byłego ZSRR na czarno, a ja bym wiedziała, że nie ma papierów na pracę i do tego wygląda podejrzanie. Chyba wolałabym też donieść zanim stanie sie coś złego. Lepiej by sąsiad był na mnie póniej wkurzony, niż martwy.

7 responses so far

paź 29 2012

Dzień 70-72

Zima nadeszła. Mam nadzieję, że nie na dobre. Ależ miałam upiorny weekend. Dziadek zaczął kasłać i ja też jestem przeziębiona. Dobrze że w domu był czosnek, którego jeszcze nie zużyłam. W sobotę zjadłam dwa ząbki na kolację, bo z nosa lało mi się ciurkiem i miałam lekką gorączkę. W nocy bolał mnie od tego czosnku brzuch. Wątroba już nie ta co kiedyś. A do tego doprawiłam się aspiryną i jakimś lekiem przeciwgorączkowym. Dobrze że dzisiaj jest już lepiej. Rano wyruszyłam po zakupy, odziana w kurtkę zimową, samochodem do sklepu, pomimo że mam tam tylko kilka kroków. Zahaczyłam jeszcze o aptekę i zakupiłam małe „co nieco” dla siebie i dziadka. Zestawik witamin „Olimp” – polskiej firmy! Zdobywamy zachodnie rynki!

Zupka już się gotuję, a w piekarniku dochodzi kurczaczek z ziemniaczkami. Dziadzio się nie może doczekać, bo polubił moją kuchnię. Zdrową i sytą. Jemu już też gorączka spada. Ależ nie cierpię takich załamań pogody. Dzisiaj nigdzie nie wychodzimy i jutro chyba też nie. Jakoś nie chce mi się wierzyć synoptykom w prognozy. Jutro ma już być dziesięć stopni i ma nadejść ocieplenie. Jak patrzę za okno i widzę cały biały od śniegu żywopłot, to nie chce mi się wierzyć w to ocieplenie. Wygląda jakby był styczeń. Huhuha – nasza zima zła. Na drogach korki i wypadki. Jak co roku, gdy popada śnieg. Ale czemu w tym roku tak wcześnie zaczęła się zima? Liczyłam na to, że do końca listopada pogoda utrzyma się jako tako. Dziękuję bogu, że wzięłam kurtkę zimową, bo bez niej byłoby krucho ze mną. Dwa swetry, które mam w torbie, też się przydadzą.

One response so far

Next »